Marc Klein stworzył niezwykły scenariusz. Historię, w której los płata figle i odgrywa główną rolę. Mowa to o scenariuszu do filmu pod tytułem "Igraszki Losu". W główne role, zakochanych w sobie ludzi wcieli się Kate Beckinsale i john Cusack.O ile film sam w sobie rewelacją nie jest i na pewno ginie wśród wielu filmowych produkcji, to na pewno na uwagę zasługuje sam scenariusz. Cała akcja rozpoczyna się podczas zakupowego, przedświątecznego szału. Wtedy to Jonathan i Sara wpadają na siebie w sklepie i tak się zaczyna wielka miłosna opowieść. Jedna chwila, wspólnie wypita kawa przeradza się w wielkie uczucie. Uczucie to trwa przez kolejnych dziesięć lat, kiedy to bohaterowie nieustannie o sobie myślą i szukają siebie z nadzieją na ponowne spotkanie. Los w końcu splata ich drogi ponownie i żyją długo i szczęśliwie. Film średni, poprawna gra aktorska, doskonała muzyka i genialny scenariusz. To wszystko składa się na film "Igraszki Losu".
Blisko dwadzieścia lat temu w afrykańskiej republice Rwandzie wybuchła wojna domowa. Terror miał miejsce na każdym kroku. Rebelianci mordowali kogo popadło, nawet ludność cywilną. Do tego wszystkiego doszła wojna plemion i tamtejszych nacji. A świat, w tym Organizacja Narodów Zjednoczonych tylko się przyglądał. Nikt o Rwandę nie zabiegał tylko dlatego, że kraj ten nie ma bogactw naturalnych. W tym potwornym zamieszaniu znalazł się jeden sprawiedliwy człowiek, który ocalił ponad tysiąc ludzkich istnień.Historię Paula Rusesabagina opowiada film pod tytułem "Hotel Ruanda" w reżyserii Terry`ego Georgea. W momencie, gdy go poznajemy jest on kierownikiem międzynarodowego hotelu. Kiedy jednak wybucha wojna, wszyscy goście z Rwandy wyjeżdżają. W hotelu za to szukają schronienia najbliżsi Paula, w tym jego rodzina, której obiecał, że nie stanie się im krzywda. Hotel szybko zamienia się w "oazę" bezpieczeństwa, na którą napadają bandy rebeliantów z zamiarem zabicia pensjonariuszy.
Niezwykle zmysłowa, poruszająca, ale też zimna, niełatwa i smutna książka o cierpieniu człowieka uwięzionego w swoim własnym ciele, który jednak pełen jest pasji życia. Ja ostatnio czytałam kot i mysz Guntera Grassa. Dobre! I można odczytywać na wielu płaszczyznach, dla mnie to chyba przede wszystkim opowieść o życiu obok/w/ wojny/nie/. Lepsze,prawdziwsze niż głośny Blaszany bębenek! Film fajna rzecz, choć w ostatnich czasach coraz trudniej znaleźć produkcję, która nie idzie w kierunku jak najwyższego zysku. Znikoma część naukowców inwestuje w zagadnienia, które nie są przedmiotem badań innych naukowców. Takie rozwiązanie jest bardzo ryzykowne. Jednak żeby coś osiągnąć w dziedzinie, która jest właściwie nieznana, nie trzeba poznawać całej literatury przedmiotu, bo jej nie ma. Ponosi się stosunkowo niewielkie koszty poznawcze. Dlatego właśnie naukowcy powinni czytać specjalne poradniki, jak osiągnąć sukces. Trudno powiedzieć, czy lepsze jest czytanie książek, czy oglądanie filmów. Każdy nośnik kultury ma swoją wartość. Jednak z pewnego punktu widzenia jedni wolą książki, a inni bodźce inaczej działające na wyobraźnię.